Dzisiaj o pierwszym przypadku z jakim miałem do czynienia w Gabinecie Porad Zielarskim, zaraz po rozpoczęciu mojej działalności.
Zgłosiła się 84-letnia Pacjentka cierpiąca na owrzodzenia żylakowe podudzi, które objęło obie nogi od połowy stóp do wysokości uda. Były to głębokie zmiany, pacjentka była pozbawiona skóry i warstwy podskórnej na całym zmienionym chorobowo fragmencie nóg.
Leczenie trwało w tym momencie ponad 15 lat (wymaz wykazał gronkowca złocistego), stosowano na zmianę: antybiotyki, Balsam Szostakowskiego, okłady olejowe, ozonowanie, pijawki. Po chwilowej poprawie, następowało każdorazowo pogorszenie. Dodatkowo Pacjentka cierpiała na nadciśnienie i miażdżycę.
Zaleciłem spożywanie mikstury pyłkowo miodowej, którą Pacjentka popijała szklanką naparu z kwiatu kasztanowca.
Jednocześnie rana była 3 razy dziennie przemywana roztworem wodnym na bazie miodu ze spadzi iglastej, na noc natomiast nakładana była maść gojąca.
Efekty były zaskakujące. Już po dwóch dniach zaognione miejsca zmieniły barwę na jaśniejszą a po tygodniu rana przestała się „ślimaczyć”. Po dwóch miesiącach rana zasklepiła się w znacznym stopniu.
Ostatecznie po ponad siedmiomiesięcznej kuracji rana na prawej nodze zagoiła się całkowicie natomiast na nodze lewej pozostały jedynie dwie niewielkie ranki wielkości monet pięciozłotowych, które zagoiły się po podaniu maści ze streptomycyną.
Dlaczego o tym piszę? Otóż miałem dziś rano przyjemność rozmawiać z zaprzyjaźnionym (i dosyć już wiekowym) pszczelarzem. Była to typowa dyskusja o wszystkim i o niczym. I jakoś tak zeszło na zastosowanie miodu w lecznictwie. Usłyszałem dzięki temu ciekawą historię. Zaraz po wojnie, szwagier mojego rozmówcy skaleczył się siekierą w nogę. Rana była dość głęboka i pomimo zdezynfekowania i zszycia ślimaczyła się i nie chciała goić. Poproszono o pomoc radzieckiego lekarza, stacjonującego w okolicy ze swoja jednostką. Zalecił on gotowanie czosnku, odstawianie go na kilka godzin a następnie mieszanie z miodem i okładanie rany. Kuracja okazała się bolesna ale bardzo skuteczna. Rana wygoiła się.
Ta właśnie opowieść z czasów powojennych przypomniała mi moją pierwszą Pacjentkę oraz utwierdziła w skuteczności miodowych kuracji.