Wino lawendowe

1 komentarz

Dzisiaj w ramach porządkowania przedświątecznego w kuchni zlałem do buteleczek (250 ml) wino lawendowe. Często stosuje je jako podarunek dla znajomych w okresie właśnie przedświątecznym.
Kieliszek wypity przed posiłkiem doskonale poprawia trawienie. Polecam raczej wstrzemięźliwość w jedzeniu, jeśli jednak nie potrafimy się powstrzymać, polecam ten specyfik.
Robi się go następująco:

Składniki:
10 łyżek suszonego kwiatu lawendy
5 łyżek suszonego owocu kolendry
3 łyżki suszonego owocu anyżu
2 litry czerwonego wytrawnego lub półwytrawnego wina
250 mililitrów dobrej zbożowej wódki

Całość ziół wsypać do słoika, zlać alkoholami. Zakręcić i odstawić na dwa tygodnie. Po tym okresie przefiltrować wino i rozlać do butelek.

Święta i trawienie

2 Komentarze

Jak wiadomo w święta często folgujemy sobie w kwestii diety. Ciasta, ciasteczka, pierogi, ryba.Ciężko się oprzeć. Niestety zarówno ilość jak o rozmaitość pokarmów, staje się dla naszego przewodu pokarmowego nie lada wyzwaniem.
Jeśli jednak mamy świadomość, że zdarza nam się przeholować (pamiętajmy jednak, że to niezdrowo), warto już terać pomyśleć o nalewce, który pomoże nam uporać się z przykrymi konsekwencjami naszego obżarstwa.
W sklepie zielarskim lub ze zdrową żywnością zakupimy bez problemu „Zaprawkę do alkoholu gorzką-żołądkową”. Proszę jednak nie sugerować się opisem na opakowaniu. O wiele skuteczniejsza w działaniu będzie, jeśli wykonamy ja według następującego przepisu, który zarówno w moim przypadku (jak i rodzinie oraz u znajomych) sprawdził się znakomicie.
Zawartość dwóch opakować wsypujemy do odpowiedniej wielkości słoja a następnie zalewamy litrem spirytusu i dwoma butelkami (o pojemności 0,7 litra) gorącego czerwonego wina (koniecznie wytrawnego). Odstawiamy na 10 dni. Dokładnie przecedzamy, rozlewamy do niewielkich butelek i odstawiamy na 2-3 tygodnie.
W przypadku niestrawności, przejedzenia, wzdęć – wypijamy kieliszek nalewki.
Uprzedzam, nie jest za smaczna ale za to doskonale działa.

Nalewka z eleuterokoka

Dodaj komentarz

Tydzień temu zlałem po trzech tygodniach macerowania nalewkę z eleuterokoka czyli syberyjskiego żeń-szenia.
Choć u nas egzotyczny na Syberii jest rośliną pospolitą a jego popularność związana jest z poszukiwaniem przez Rosjan zamiennika trudno dostępnego (więc i drogiego) żeń-szenia koreańskiego.

Nalewkę wykonałem zalewając surowiec (korzeń eleuterokoka) ciepłą (ale nie gorącą) 40% wódką w proporcji 1 część korzenia na 3 części alkoholu.
Surowiec macerował się trzy tygodnie.

Na bazie nalewki przygotowuję sobie codziennie następującą miksturę:
– łyżka nalewki
– dwie łyżki miodu
– łyżeczka zmielonych nasion kozieradki
Po dokładnym wymieszaniu zjadam całość rano po śniadaniu.
Taką miksturę stosuje co roku w sezonie jesienno-wiosennu w celu wzmocnienia organizmu. Sprawdza się znakomicie.

Oczywiście nalewkę z żeń-szenia syberyjskiego można stosować samodzielnie, bez żadnych dodatków. Pijemy w takim pryzpadku łyżkę nalewki rano.

Działa aptogennie (zwiększa odporność organizmu na niekorzystne czynniki nas otaczające), pomaga w nerwicach lękowych a przy tym działąochronnie na wątrobę i serce. Wykazuje działanie oczyszczające (metale ciężkie, leki) oraz obniża poziom cukru we krwi.

Zmielony korzeń (niestety ciężko go dobrze pomielić) zmieszany w proporcji 1:1 z miodem ze spadzi iglastej, doskonale sprawdził się u Pacjenta pracującego jako drwal, który po wypadku cierpiał z powodu obniżonej odporności.

Zmielony i utarty korzeń wymieszny z pyłkiem kwiatowym (1:1) a następnie utarty dwukrotnie większą ilością miodu lipowego, przyniósł zaskakująco dobre efekty depresji spowodowanej śmiercią bliskiej osoby.

Nalewka bursztynowa na wzmocnienie

2 Komentarze

W zeszłym roku zgłosił się do mnie starszy pan, osłabiony po długotrwałej rekonwalescencji, którą odbył w wyniku wypadku samochodowego. Choć rzecz miała się kilka lat temu, jego organizm był tak osłabiony, że kilkanaście razy w roku, Pacjent cierpiał na rozmaite infekcje.
Zaproponowałem mu kurację na bazie nalewki bursztynowej. Pan zakupił bursztyn i do wczoraj się nie widzieliśmy. Odwiedził mnie w Zielarni po kolejną porcję bursztynu. Z zadowoleniem opowiadał, że już po pierwszej kuracji jego organizm wzmocnił się na tyle, że ewentualne infekcje przechodził znacznie słabiej. Po powtórnym zastosowaniu kuracji nękające go dolegliwości odeszły w niepamięć.

Powyższa kuracja wygląda następująco:: dwa razy dziennie wypijamy połowę szklanki soku z róży z dodatkiem łyżki miodu ze spadzi iglastej oraz następującą dawkę nalewki bursztynowej – pierwsze trzy dni – 5 kropli, kolejne trzy dni – 8 kropli, następne 3 dni – 11 kropli, itd. Kuracja trwa 21 dni. W ostatniej „trzydniówce” dodajemy do soku 23 krople nalewki. Kurację możemy powtórzyć po miesiącu czasu. W ciągu roku nie powinno się jej stosować częściej niż czterokrotnie.

A teraz najważniejsze, czyli jak wykonać nalewkę bursztynową.
50 gram surowego (rozdrobnionego i nieoszlifowanego) bursztynu zalewany 250 ml gorącego spirytusu, który podgrzewamy do momentu pojawienia się w garnku pierwszych „bąbelków”. Odstawiamy na dwa tygodnie, pamiętając by codziennie delikatnie przemieszać. Po tym okresie nalewki nie przecedzamy a jedynie odlewamy taką jej ilość, jaką w danym momencie potrzebujemy. Miałem niewątpliwą przyjemność rozmawiać z wybitnym zielarzem, ojcem Czesławem Klimuszką. Za jego radą nalewka bursztynowa, która znajduje się w moim posiadaniu, „leżakuje” nawet osiem lat (obecnie najstarsza w mojej piwniczne ma 6 lat).

Zastosowanie nalewki propolisowej

2 Komentarze

Przyszła pora na rozlanie kolejnej nalewki. Tym razem typowo leczniczej.
Co roku nastawiam około 1-1,5 litra nalewki propolisowej. Oczywiście nie zużywam jej sam. Większość rozdaje po rodzinie i znajomym. Wczoraj właśnie – i to nawet nic nie brudząc – rozlałem kolejny litr.
Nalewkę propolisową przygotowuje według receptury, otrzymanej kilkanaście lat temu od doświadczonego pszczelarza, który niedawno obchodził 50-lecie swojego hobby. Jest to (z tego co się orientuje) przepis raczej niestandardowy ale wielokrotnie dowiódł swojej skuteczności.
100 gram propolisu zalewam 750 ml spirytusu 96% i 250 ml wódki 45%. Odstawiam całość na14 dni, przynajmniej 2-3 razy dziennie wstrząsam. Po okresie dwóch tygodni zlewam nalewkę do momentu aż w słoiku zostanie tylko propolis (w tym charakterystyczne szare „błotko”). Do słoika wlewam ponownie 250 ml spirytusu i odstawiam ponownie na dwa tygodnie po czym przelewam do buteleczek przecedzając dokładnie.
Nalewkę z drugiego nalewu zostawiam zawsze dla siebie, natomiast z pierwszego na ogół rozdaję najbliższym potrzebującym.
Kilka uwag praktycznych:
– najlepszej jakości jest propolis nie przetapiany, pozyskany przez pszczelarza z ramek
– przecedza się najlepiej (choć jest to czasochłonne) przez filtry do kawy
– rozlewać najlepiej do małych (25-100 ml, koniecznie szklanych) buteleczek, żeby po otwarciu nalewka nie wietrzała
– należy zachować ostrożność przy przelewaniu, ponieważ propolis jest substancją bardzo brudzącą a wszelkie plamy są niejednokrotnie nieusuwalne

A teraz kilka sprawdzonych przepisów na stosowanie nalewki propolisowej.
Przede wszystkim warto pamiętać o prostej zasadzie – nalewkę z propolisu stosujemy w niewielkich dawkach ale często. Najlepiej stosować ją 4-6 razy dziennie po pół łyżeczki na pół szklanki wody lub mleka.

Grypa, angina, przeziębienie – zażywać nalewkę propolisową rozcieńczoną w wodzie z dodatkiem łyżki miodu spadziowego lub lipowego. Jednocześnie każdorazowo 30 minut po przyjęciu porcji nalewki wypić dwie łyżki soku z róży lub aceroli.

Osteoporoza. Łyżeczkę nalewki propolisowej wymieszać z łyżką miodu rzepakowego i czubatą łyżeczką pyłku kwiatowego. Przyjmować dwa razy dziennie.

Afty jamy ustnej. Łyżeczkę propolisu wymieszać w połowie szklanki naparu z szałwi. Płukać jamę ustną 2-4 razy dziennie.

Zapalenie krtani. Łyżeczkę propolisu wymieszać z połową szklanki mocnego naparu z rumianku. Płukać ciepłym ale nie gorącym 3 razy dziennie.

Wrzody żołądka. Połowę łyżeczki propolisu zmieszać z połową szklanki ciepłego mleka i płaską łyżką miodu akacjowego (najlepiej wrzosowego ale niestety jest on drogi i trudnodostępny). Pić 3 razy dziennie.

Wszystkie powyższe przepisy zostały wypróbowane (na osteoporozę na mojej Mamie) i dowiodły niejednokrotnie swojej skuteczności.

Nalewki dla „zdrowotności”

2 Komentarze

Nalewka malinowa. W tym roku maliny słabo u nas obrodziły a w dodatku były mało słodkie i (jak by tego było mało) szybko się psuły (pleśniały). Nadmienię tylko, że ogród jest w pełni ekologiczny, drzewka nigdy nie były pryskane, krzewy podlewane są pokrzywą lub skrzypem a do walki z pleśnią stosujemy olejek z drzewa herbacianego lub Citrogrept.
Dlatego też, postanowiłem w całości zużyć je do nalewek. Wyszło łącznie około trzech kilogramów. Litr spirytusu, pół litra rumu i trzy litry czerwonego wytrawnego wina z dużym (1300 gram) słoikiem miodu lipowego. Zalałem maliny i dorzuciłem 2 laski cynamonu. Teraz całość stoi pięć tygodni.
Później po lekkim przecedzeniu (osad z miodu mi nie przeszkadza, wstrząsam nalewkę przed podaniem) rozleje nalewką do butelek. W przeziębieniu warto dolewać łyżkę nalewki do szklanki naparu z lipy lub kwiatu bzu czarnego. Rozgrzewa, że hej.

Nalewka świąteczna. W oryginale przepis mojej Babci. Od lat trafia w domu moich Rodziców na stół wigilijny, gdzie pita po przysłowiowej „szklaneczce” idealnie sprawdza się zarówno jako nalewka na trawienie jak i smakowy rarytas, którym raczyć się można wspominając jak to „drzewiej bywało”.
W tym roku z przyczyn „technicznych” powstała wariacja na temat tejże nalewki.
Ostatnio z powodu upałów sfermentowały stojące u znajomego w kuchni (bardzo „niedogodne” miejsce dla jakichkolwiek miodów) trzy duże słoiki miodów gryczanych. Przegotowałem je (miłośnicy miodów pitnych nazywają ten proces syceniem) a następnie gotowałem na małym ogniu przez pół godziny. Było dużo piany i początkowo niezbyt atrakcyjny zapach. Z czasem jednak miód o dziwo znów zapachniał tak jak powinien pachnieć miód gryczany.
Po przestudzeniu wlałem do baniaka cztery litry czerwonego wytrawnego wina, trzy litry spirytusu oraz po litrze soków: z owoców głogu i z róży (oba firmy Ekamedika). Następnie wlałem do baniaka pół litra wody, którą wcześniej gotowałem przez 5 minut pod przykryciem z dodatkiem pięćdziesięciogramowej paczuszki przyprawy do pierników z firmy Dary Natury.
Ciekaw jestem co z tego wyniknie.
W poprzednich latach (robiona z mniejsza ilością miodu rzepakowego) doskonale sprawdzała się w dolegliwościach trawiennych, zaburzeniach krążenia oraz w przeziębieniu i namarznięciu.