O miodach celem wyjaśnienia – fakty i mity cz. 2

Dodaj komentarz

Faktów i mitów o miodach ciąg dalszy.

Tylko miód płynny jest prawdziwy – MIT.
Prawdziwe miody rzeczywiście początkowo mają formę płynną (przypominającą bardzo gęsty olej), który nazywany jest patoką. Jednak z czasem miody zaczynają się krystalizować czyli „gęstnieć” zmieniają swoją konsystencję do stałej, przypominającej smalec o barwie od białej do ciemnobrązowej.
Jest to proces całkowicie naturalny i właśnie on świadczy o wysokiej jakości miodu. Pamiętajmy, prawdziwe miody muszą ulec krystalizacji i ta sytuacja nie powinna nas w żaden sposób niepokoić. Natomiast podejrzane są miody, które np. późną jesienią czy zimą nadal pozostają w stanie płynnym.
Prawdopodobnie zostały one podgrzane do zbyt wysokiej temperatury a co za tym idzie straciły swoje właściwości.

Miód się scukrzył – MIT.
Miód się nie cukrzy tylko krystalizuje, patrz punkt wyżej.

Miód jest grudkowaty co świadczy, że jest w nim cukier – MIT.
Świadczy o to dużej zawartości glukozy oraz małej zawartości wody. Można więc powiedzieć, że mamy tu do czynienia z większą ilością „miodu w miodzie”.

Miodu nie wolno podgrzewać do temperatury wyższej niż 40 stopni Celsjusza – PRAWDA.
W tak podgrzanym miodzie następuje rozpad pszczelich enzymów i substancji aminokwasowo – białkowych zawartych w miodzie. Staje się on tym samym jedynie zlepkiem cukrów prostych i traci swoje cenne właściwości.

Miodu nie trzeba zalewać wodą – PRAWDA.
Rzeczywiście nie trzeba. Można go spożywać bezpośrednio, utrzeć z ziołami, rozpuścić w soku lub jogurcie (mleku). Pamiętajmy jednak, że miód rozpuszczony w wodzie i odstawiony na dwie godziny zwiększa swoją wartość antybiotyczną ponad dwustu krotnie.

Herbata ziołowe można słodzić miodem – PRAWDA.
Niektóre mieszanki ziołowe do przygotowywania naparów lub odwarów są rzeczywiście niezbyt smaczne. Warto je w takich przypadkach słodzić miodem. Co więcej, słynni zielarze tacy jak ojciec Grzegorz Sroka czy ojciec Czesław Klimuszko często zalecali wręcz słodzenie miodem mieszanek ziołowych stosowanych w schorzeniach układu krążenia labo układu moczowego.
Natomiast absolutnie nie zaleca się słodzenia cukrem mieszanek ziołowych.

Miód nie może być stosowany w cukrzycy – MIT.
Oczywiście każdy organizm jest inny ale większość diabetyków może z powodzeniem stosować miód – oczywiście w rozsądnych ilościach. Z pewnością będzie on zdrowszy od licznych sztucznych słodzików, szczególnie tych w tabletkach, pełnych wypełniaczy.
Badania wykazały, że miód nieznacznie wpływa na podniesienie poziomu cukru we krwi w porównaniu z taką samą ilością np. fruktozy, ryżu, jabłek czy ziemniaków.

O miodach celem wyjaśnienia – fakty i mity cz. 1

1 komentarz

Miało być o soku z buraków ale co tam. Skoro mój wpis wywołał takie reakcje to czuje się w obowiązku wyjaśnić pewne kwestie. Może przyda się to nie tylko piszącym ale i innym osobom nie do końca zorientowanym w kwestii hodowli pszczół.
Nie jestem pszczelarzem ale co roku pomagam w zaprzyjaźnionych pasiekach. Poza tym jako praktykujący apiterapeuta staram się dowiedzieć jak najwięcej na temat gospodarki pasiecznej i sposobów pozyskiwania produktów pszczelich.
Może więc wyjaśnię kilka kwestii, które budząc kontrowersje również wśród wielu Klientów mojej Zielarni.
Na początek kilka wyjaśnień w kwestii produkcji.

Cena
Cóż, zawsze można samemu założyć pasiekę i sprzedawać miód w ceni cukru. Mamy demokrację i nikt tego nie zabroni. Tym jednak, którzy planują tak zrobić proponuję mały staż w jakiejkolwiek pasiece, będą się mieli okazję przekonać jak wiele pracy i zaangażowania wymaga prowadzenie pasieki.
Zresztą pszczelarz nie jest instytucją charytatywną, na miodzie zarabia. To chyba normalne, przecież każdy z nas otrzymuje wynagrodzenie za swoja pracę.
A poza tym, jeśli dla kogoś mercedes jest za drogi to jeździ starym oplem. Analogicznie. Jeśli miód jest za drogi, kupujemy cukier lub pijemy gorzkie. Nie ma obowiązku słodzenia miodem. Więc taki argument jest po prostu niepoważny.
Poza tym pamiętajmy, że pszczoły ot tak po prostu nie przynoszą miodu do słoików. Trzeba pszczół doglądać, podkarmiać, podawać leki, miód w odpowiedniej porze wybrać, wywirować, przelać do słoika (słoik, nakrętki i nalepki tez kosztują).
Nie ma też pewności, że w danym roku uzyskamy dużą ilość miodu, zależne jest to od kwitnienia roślin i pogody w okresie kwitnienia.
Myślę, że przedstawiłem to w miarę zrozumiale.

Cukier
To oczywiste, że pszczelarze podają pszczołom roztwór cukru (tak zwaną pożywkę). Pamiętajmy, że pszczoły nie noszą miodu dla nas. Noszą go dla siebie, by mieć pokarm na zimę.
Dla nie zorientowanych – pszczoły nie przesypiają zimy jak niedźwiedź, muszą więc coś jeść.
Więc skoro pszczelarz wybrał im miód (czyli jedzenie), to musi teraz zapewnić im jakiś pokarm na zimę. Jest to jego obowiązkiem.
Przecież późną jesienią kwiaty już nie kwitną i nie nektarują, więc pszczoły nie mają skąd pozyskać pożywki.

Rodzaje miodów
Pasieki dzielą się na dwa rodzaje:
Stacjonarne – ule stoją w jednym miejscu np. w ogrodzie, bądź na pasiece w polu czy pod lasem.
Wędrowne – ule ustawione na specjalnych przyczepach są wywożone na tereny kwitnienia roślin miododajnych.
Oczywistym jest, że większą szansę na uzyskanie szerokiej gamy miodów, będzie miała pasieka stacjonarna.
Nie wszyscy jednak mają czas, możliwości czy chęci by wywozić pszczoły na pożywki. Nie zmienia to jednak faktu, że Klienci pytają takich pszczelarzy o różne miody, niekiedy rzadko występujące jak np. miód wrzosowy.
Taki pszczelarz albo odeśle klienta do znajomego pszczelarza, który taki miód pozyskał albo odkupi od niego kilka słoików miodu by poszerzyć swoją ofertę. Poinformuje o tym Klienta.
Dlatego nie dziwi mnie posiadanie różnych odmian miodu zrzez jednego pszczelarza. Natomiast za podejrzany uznał bym fakt, że pszczelarz posiada pasiekę stacjonarna i dysponuje wszelkimi rodzajami miodu (od rzepakowego po wrzosowy) i tłumaczy, że są to „jego” miody.

w najbliższym czasie postaram się opisać kilka kwestii związanych z samym miodem.

O mnie – artykuł z „Poradnika Uzdrawiacza”

4 Komentarze

Babcine metody

Magister Arkadiusz Ciołkowski jest absolwentem Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Częstochowie. Ukończył również prestiżowy kurs w Instytucie Roślin i Przetworów Zielarskich w Poznaniu. Jego specjalność to tradycyjne ziołolecznictwo, apiterapia – leczenie miodem i produktami pszczelimi – oraz argilloterapia czyli wykorzystanie leczniczych właściwości glinki.

Wszystko dzięki babci
Zawsze podkreśla, nie zostałby zielarzem, gdyby nie jego babcia.
– To było dla mnie takie oczywiste – śmieje się dzisiaj – jeśli ktoś rozciął rękę, zatarł oczy czy po prostu bolał go brzuch, a może krowa miała wzdęcia przychodził do mojej Babci. A ona wiedziała, że na rany jest liść babki na żołądek majeranek albo mięta, na nerki ocet jabłkowy a dla małych prosiąt mleko z dodatkiem miodu.
Dopiero z czasem zorientował się, że jej wiedza wcale nie jest oczywista.
– Wpadła mi w ręce „Apteka natury” Jadwigi Górnickiej – wspomina pan Arkadiusz – Czytając rozdział o occie jabłkowym czułem się, jak bym słuchał Babci. Wtedy zrozumiałem, jaką była mądrą i wyjątkową kobietą.

Droga ku zielarni
Zaczął bliżej interesować się ziołolecznictwem. Najpierw spisał babcine rady, potem sięgnął do książek. Receptury ojca Grzegorza Sroki czy księży Bonifratrów okazały się znakomitym rozszerzeniem posiadanej wiedzy. W międzyczasie ukończył studia i postanowił zrealizować swoje marzenie – otworzyć sklep zielarski. By spełnić wymagania prawne ukończył „Kurs towaroznawstwa zielarskiego” w Poznaniu. Tam też zapoznał się ze fachowymi pozycjami, autorstwa m.in. doc. Ożarowskiego czy prof. Muszyńskiego.
Sklep zielarski w którym przyjmuje od prawie sześciu lat mieści się w Kluczborku, małej miejscowości w województwie opolskim. Jednoczesne prowadzenie sklepu i udzielanie porad ma wiele korzyści. Pozwala być na bieżąco z wciąż rozwijającym się rynkiem leków ziołowych a także – co najważniejsze – ułatwia pacjentom zakup zaleconych ziół, miodów czy suplementów diety niezbędnych w dalszej terapii. Jednocześnie jest doskonałym miejscem na wymiany opinii z ludźmi – jak pan Arkadiusz – zainteresowanymi ziołami, dietą oraz zdrowym trybem życia.

W kręgu porad
Przyjmuje codziennie, jednakże dobrze jest – w celu uniknięcia oczekiwania – telefoniczne umówienie się. Chcąc zaoszczędzić czasu i wysiłku pacjentom mieszkającym na drugim końcu Polski od kilku miesięcy pan Arkadiusz udziela również porad listownie. W takim przypadku konieczna jest szczegółowa rozmowa telefoniczna lub kontakt przez internet. Nie diagnozuje chorób uważając, że służy do tego specjalistyczny sprzęt medyczny a on sam nie posiada odpowiednich zdolności bioenergoterapeutycznych. Zgłaszają się więc do niego Pacjenci z konkretnymi chorobami. Najczęściej są to przypadki „dnia codziennego”, wytwory dzisiejszej cywilizacji – stres, bezsenność, alergia, wrzody, anemia oraz – niestety coraz częstsze – choroby nowotworowe. Ale zdarzają się też dolegliwości rzadsze – rany żylakowe, padaczka, choroba Bürgera, zapalenie przydatków. Jak sam opowiada:
– Mój początek był typowym skokiem na głęboką wodę. Drugą pacjentką, która się do mnie zgłosiła, była starsza pani z ranami odleżynowymi. Były ogromne i wyglądały okropnie. Na szczęście dzięki kilku sprawdzonym sposobom i wytrwałości pani Marii leczenie skończyło się sukcesem.
Jak każdy pasjonat nie tylko korzysta z gotowych receptur ale również je modyfikuje i opracowuje własne mieszanki. Pomaga mu w tym współpraca sklepu z gospodarstwami ekologicznymi uprawiającymi zioła oraz przydomowymi pasiekami.
Cud miód
Wszystko zaczęło się od artykułów autorstwa docenta Bogdana Kędzi i magister Elżbiety Hołderny-Kędzi dotyczących miodu i ich właściwości.
– To było fascynujące – mówi z przekonaniem pan Arkadiusz – wiedziałem oczywiście, ze miód ma wspaniałe właściwości dietetyczne. Wiedziałem również o leczniczych parametrach najstarszego leku słowiańszczyzny – propolisu. Ale dopiero te artykuły ukazały mi, jakim bogactwem są dla zielarza produkty pszczele.
Zaczął zgłębiać temat, podejmując jednocześnie współpracę z licznymi pasiekami w całej Polsce.
– Miód rzepakowy mam z Byczyny, mniszkowy z Wielkopolski, spadziowy z Sącza a gryczany i wrzosowy aż z Sandomierza – opowiada – W pewnym momencie mieliśmy na sklepie 15 odmian miodu, pyłek kwiatowy no i rzecz jasna propolis w postaci nalewek i maści.
Produkty pszczele niejednokrotnie dowiodły swojej skuteczności. Chociażby w przypadku pana Jana, którego hemoglobina – pomimo leków i transfuzji – rzadko przekraczała wartość 7 g/dl (gramów na decylitr). Obecnie dzięki diecie i recepturze opartej na buraczkach, miodzie i pyłku kwiatowym rzadko spada poniżej 11.
– Kiedy tłumacze moim pacjentom, że mają zacząć jeść miód albo gotowaną cebulę, pić sok z buraków albo okładać się kapustą, to czasem mam wrażenie, że biorą mnie za wariata – śmieje się pan Arkadiusz – Ale potem zdarza się, że przyjeżdżają lub dzwonią i pytają „Skąd pan wiedział?”. Wtedy wiem, że to co robię ma sens i jest potrzebne. A kiedy staram się ich przekonać do kuracji, którą proponuję, mówię, że to stara babcina metoda. Prawie zawsze ten argument okazuje się skuteczny.
Opracowała
Renata Stono

Dane kontaktowe

Dodaj komentarz

Dane te rozrzucone są po różnych wpisach (mój błąd, za co przepraszam).
Poniżej potrzebne do kontaktu dane Gabinetu i Zielarni:

Gabinet Porad Zielarskich
ul. Tadeusza Kościuszki 15
46-320 Praszka
tel. 723 033 971
e-mail: aciolkowski_pro@o2.pl
Gabinet znajduje się w budynku Apteki LEKFARM w sąsiedztwie groty solnej.

Zielarnia Praszkowska
ul. Słowackiego 2
46-320 Praszka
tel. 697 429 550
e-mail: renata_stono2o2.pl

Zielarnia Kluczborska
Rynek 17
46-200 Kluczbork
tel. 697 110 620
e-mail: renata_stono@o2.pl

Sok z żurawiny

1 komentarz

Zakładam, ze tego produktu nikomu nie trzeba w dzisiejszych czasach przedstawiać. Może więc tylko podam dwa kolejne przykłady pozytywnego działania, które potwierdzili moi Pacjenci.

1) Czterolatka cierpiała na nawracające zapalenie dróg moczowych, które okazało się odporne na antybiotyki i inne preparaty farmaceutyczne. Pomogła mikstura:
– sok z żurawiny, 2 łyżki
– miód ze spadzi iglastej, 1 łyżka
– woda średniomineralizowana, 1/2 szklanki
Miksturę dziewczynka spożywała 2-3 razy w ciągu dnia.
Zapalenie nie tylko zostało po dwóch tygodniach wyleczone ale również przestało nawracać.

2) Mikstura:
– sok z żurawiny, 3 łyżki
– miód gryczany, 2 łyżki
– woda średniozmineralizowana, 1/2 szklanki
pita 3 razy dziennie po posiłku, obniżyła poziom cholesterolu z poziomu 270mg/dL na 190mg/dL.

Oczywiście mam tu na myśli w 100% naturalny, uzyskiwany jest poprzez bezpośrednie wyciskanie owoców sok a nie słodzone „cuda” z zawartością żurawiny w granicach pół procenta.

Święta i trawienie

2 Komentarze

Jak wiadomo w święta często folgujemy sobie w kwestii diety. Ciasta, ciasteczka, pierogi, ryba.Ciężko się oprzeć. Niestety zarówno ilość jak o rozmaitość pokarmów, staje się dla naszego przewodu pokarmowego nie lada wyzwaniem.
Jeśli jednak mamy świadomość, że zdarza nam się przeholować (pamiętajmy jednak, że to niezdrowo), warto już terać pomyśleć o nalewce, który pomoże nam uporać się z przykrymi konsekwencjami naszego obżarstwa.
W sklepie zielarskim lub ze zdrową żywnością zakupimy bez problemu „Zaprawkę do alkoholu gorzką-żołądkową”. Proszę jednak nie sugerować się opisem na opakowaniu. O wiele skuteczniejsza w działaniu będzie, jeśli wykonamy ja według następującego przepisu, który zarówno w moim przypadku (jak i rodzinie oraz u znajomych) sprawdził się znakomicie.
Zawartość dwóch opakować wsypujemy do odpowiedniej wielkości słoja a następnie zalewamy litrem spirytusu i dwoma butelkami (o pojemności 0,7 litra) gorącego czerwonego wina (koniecznie wytrawnego). Odstawiamy na 10 dni. Dokładnie przecedzamy, rozlewamy do niewielkich butelek i odstawiamy na 2-3 tygodnie.
W przypadku niestrawności, przejedzenia, wzdęć – wypijamy kieliszek nalewki.
Uprzedzam, nie jest za smaczna ale za to doskonale działa.

Olejek miętowy na dziąsła

2 Komentarze

Zgłosił się do nas Pacjent, po wyrwaniu kilku zębów, któremu w jamie ustnej pomimo płukania i przyjęcia antybiotyku, nadal utrzymywał się silny stan zapalny. Dziąsła były zaczerwienione, opuchnięte, pojawił się na nich nieprzyjemny, oślizgły biały nalot.
Zaproponowałem płukanie dziąseł płynem „Eludril” z dodatkiem 5-6 kropli olejku eterycznego z mięty na każde płukanie.
Już następnego dnia dziąsła wyglądały lepiej. Po tygodniu stan jamy ustnej wrócił do normy. Oczywiście dziąsła nadal były obolałe i delikatne ale stany zapalne zniknęły.
Dla odpornych polecam podawanie w pierwszych dniach kuracji 4-5 kropli olejku goździkowego zamiast miętowego. Niestety jest to kuracja dość nieprzyjemna – przeraźliwie piecze jama ustna, po płukaniu. Na szczęście ten efekt dosyć szybko zanika. Za to jest to gwarantowany sposób, jeśli w jamie ustnej istnieje ryzyko stanów zapalnych lub gnilnych związanych z zanieczyszczeniem dziąseł lub przyzębia.

Older Entries Newer Entries